zapraszam na nasze strony

Wspólnota Chleb Życia

Żyjemy z ludźmi ubogimi wokół Chrystusa w Eucharystii,starając się pomóc im wyjść na prostą.
Prowadzimy domy dla ludzi bezdomnych, fundusz stypendialny, przedszkole, świetlicę dla młodzieży na wsi.

przejdź

Skarby Prababuni

Prowadzimy przetwórnię i szwalnię dając pracę bezrobotnym kobietom na wsi w Świętokrzyskim. Pyszne, tradycyjne przetwory i oryginalna bielizna.


przejdź

Katolelementarz

W co wierzą katolicy, jak się modlą, rozważania, filmy, audio.






przejdź

Intencje modlitwy

Tutaj można wpisać prośby o modlitwę. Dwa razy w tygodniu odprawiana jest w tych intencjach msza  św.




przejdź

Łeb pęka

Łeb pęka

Trzy dni rekolekcji. Czas wyrwany, bo trzeba było zostawić domy, robotę. Dziękujemy naszym Współpracownikom za pomoc. Ks.Mieczysław Puzewicz z Lublina też zostawił swoich licznych ludzi, dla których jest ważny. I to bardzo. Bo to człowiek z tej samej bajki, co nasza.


W międzyczasie wpadł na swoje rekolekcje inny ksiądz, co to z siostrą swoją, Renią, zakładają właśnie dom Wspólnoty w….Zduńskiej Woli. W domu własnym. Łeb pęka od tempa. Czy ten Pan Bóg umiaru nie ma? Biskup Włocławski zgodę dał, więc nic nas nie uchroni przed robotą. Na szczęście Renia od dawna robi w tym bieda-biznesie na własną rękę, tak, że doświadczenie ma.


Żeby nie było inaczej, to ekipa nowego domu w Jankowicach na pierwsze spotkanie się spóźniła, bo właśnie jeden z mieszkańców postanowił udać się “do domu”, czyli rozwalającej się chałupy kilkanaście km od nas. Człek głowę przepił, nie wie jak się nazywa, ale do owego domu już raz nocą trafił. Błażej tym razem go pochwycił, do Jankowic przywiózł, ale po kilku godzinach pan znów wybrał się na wędrówkę. Tym razem Kubie przy pomocy Policji i Pogotowia udało się gościa umieścić w szpitalu, jako, że groził samobójstwem. Pozostawienie go samego w drewnianej chałupie bez ogrzewania to pewna śmierć. Albo z powodu zaprószenia ognia albo z zimna i przepicia. Taki to mieliśmy spokój święty i modlitewne skupienie. I nie ma co liczyć, że będzie inaczej.


Ksiądz Mietek zaś miał telefon z więzienia z pretensją słuszną absolutnie. Jego ekipa od wsparcia więźniów wysłała pomyłkowo chłopakowi do kicia 2 lewe buty. Pozostało obciąć prawą nogę lub też dosłać 2 prawe, żeby komplet był. Chyba wybiorą drugie rozwiązanie. Takie rozrywki tylko w życiu z ubogimi.


Dom w Brwinowie ma pięknie wyposażoną kuchnię. Podłączono gaz, co zmieni znacznie budżet na plus, bo ogrzewanie olejowe droższe i kłopotliwe. To prezenty od wielu dobrych ludzi. Marzy mi się tam rozbudowa. Ciasno jest bardzo.


Artur uczestniczył dzielnie w rekolekcjach. Na czas konferencji wyciszał nawet swoje grające urządzenia w liczbie czterech. Teraz bowiem to samo leci na dwóch smartfonach, tablecie i telewizorze. I na koniec- jak inni-składał przyrzeczenia. W kaplicy, przed ofiarowaniem, położył karteczkę na ołtarzu. Bo Artur dobrze wie, kto jest Bozia i mówi Jej czasem “jam Cię”. I to by było na tyle i aż tyle religijnej edukacji mojego synka.


Na koniec – ksiądz pobłogosławił nas, a Artur -księdza. Błogosławieni i błogosławiący ubodzy…..

Teraz zostało mi pranie po gościach. Przeżycia duchowe zawsze kończą się w pralce, na miotle lub w garnkach. Przynajmniej powinny.

Prawdziwa modlitwa nie rodzi się w odosobnieniu, lecz pośród zwykłych spraw.Również w kuchni, wśród garnków i rondli. Można tak kontemplować, żeby nie przypalić jajecznicy. /św.Teresa z Avila/

Nadobowiązkowo

Wielu moich Przyjaciół jest w szoku po opublikowaniu informacji o paskudnym zachowaniu i czynach Jeana Vanier. Serdecznie współczuję wszystkim zaangażowanym w ten wspaniały ruch, który budowali i budują tysiące ludzi na całym świecie. Jego wartości nie zdoła zniszczyć głupota, słabość i po prostu grzech, jeśli każdy z Was będzie trwał w czystej intencji służby i braterstwa. Bo tu o czystość intencji chodzi.


Pokusa użycia religii do zaspokojenia własnych ambicji, zachcianek, pożądań jest stale aktualna. Na różnych płaszczyznach. “Pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha żywota” /św.Jan/ Odwieczna walka w każdym sercu. Dlatego baczyć trzeba czy nasi przewodnicy nie zaciągną nas na manowce. Jeden jest Pan, On nas nie zawiedzie. Gdyby 100 “świętych” nagle jednym głosem zaczęło nas namawiać do czynów sprzecznych z Przykazaniami i Ewangelią, to po prostu powiedzmy “nie”. Jeśli zaś na manowce sprowadzana jest osoba bezbronna-dziecko, niepełnosprawny intelektualnie lub nieświadomy człowiek- brońmy.

Duchowość niebudowana na prawdzie, lepiej by było, gdyby wcale nie rozpoczynała modlitwy wewnętrznej. Wielki to skarb, /prawda/ bo ona nam nieświadomym drogę ukazuje i nas oświeca. Pod jej kierunkiem, w świetle prawd Pisma Świętego czynimy to, cośmy czynić powinni. Od czczych, bezmyślnych dewocji zachowaj nas Boże. św.Teresa z Avila XVI w.


11 Responses to Łeb pęka

  • ZAZDROSZCZĘ ARTURKOWI

  • <3 Serdeczności <3

  • Dziękuję za słowa o sprawie Jeana Vanier. Nie ukrywam – to ogromny cios, moment, w którym coś kojarzącego się z czystym dobrem jest zbrukane i niszczone. Bardzo to dla mnie trudne. Jednak to, co mnie w całej tej sprawie jakoś pociesza, to sposób, w jaki L’Arche stara się sobie z tym poradzić. Zewnętrzna komisja, pełna otwartość w informowaniu, szacunek dla ofiar, dobrze obrazuje to tekst w Więzi (http://wiez.com.pl/2020/02/22/jean-vanier-wykorzystywal-seksualnie-kobiety-arka-przedstawia-rezultaty-sledztwa/). Bardzo chciałbym, żeby polskie struktury kościelne potrafiły przyjąć taki sposób działania. L’Arche – jak myślę – po prostu doskonale rozumie, że jeśli chce ocalić, to co w działalności Vanier było piękne i dobre, to musi do końca poznać i pokazać to, co było złe i grzeszne. Nie ma chyba innej drogi.

  • Odnoszę niestety wrażenie, że pozbawiliscie tego człowieka, który chciał zamieszkać w swoim domu, mimo tego, że był on ruderą, jego wolności. Lepiej wiecie od niego co jest dla niego dobre i jak ma żyć? Wiecie też co by się stało gdyby dotarł do tego jego domu?

    • Ileż kochających rodzin umieszcza swoich rodzicieli w domach opieki?
      Czy zawsze odbywa się to za ich zgodą?

    • Prawdopodobnie by zapil sie. Jezeli mial jak pisze siostra przepita glowe i nie pamietal jak sie sie nazywal to zawrocenie go do domu bylo czynem milosierdzia. PS. Nie warto sluchac Korwina.

    • W imię wolności zostawić człowieka na pewną śmierć? Przepisy zabraniają wchodzenia na pasy na czerwonym, bo auta mają wtedy zielone światło . Ograniczaja wolność. To znaczy, że przepisy są złe?

    • Ano, chyba wiedzą, bo to zapewne nie pierwszy raz. To nie jest człowiek, który pragnie wolności, jego nie wolność interesuje, ale alkohol. A wątpić, proszę autora, jest co prawda rzeczą ludzką, ale po alkoholu nie warto.

    • Nie ratujmy ludzi na granicy samobójstwa, w depresji itd. Mylne pojęcie wolności. Z drugiej strony widzę oczyma wyobraźni pański komentarz na taki mój wpis: “Dzisiaj jeden z mieszkańców, chory na chorobę Korsakowa /coś jak zespół otępienny/ wyruszył do resztek swojego domu. Tam zaprószył ogień i spalił się żywcem” . Albo: “tam zamarzł, znaleziono go po kilku dniach”. Fajnie by było?

      • Sytuacja ma się tak: kiedy mamy przyjętego mieszkańca musimy rozeznać: jak bardzo niezaradny życiowo jest. Wymieniony w przykładzie mieszkaniec Bedsaidy ma zespół Korsakowa. Dla niezorientowanych: choroba ta w skutek wieloletniego picia na przykład denaturatu albo paliwa lotniczego powoduje postępującą degenerację istoty szarej. Po polsku – dziury w mózgu. Niszczy ten zespół ośrodki wspomnień i poznawcze zdolności człowieka. Pan X z Bedsaidy (o którym mówimy) ma zaawansowanego Korsakowa i dzięki temu nie widzi zagrożeń życia ani nie czuje gdzie jest w danym miejscu i czasie. Do tego ma problem- dalej – alkoholowy. Co jeszcze potęguje brak odczucia zagrożenia. Pytanie: mamy zatem pozwolić osobie, która nie widzi zagrożeń i jest niezaradna pozwolić się zapić, zamarznąć albo spalić? Co innego kiedy mam/mamy do czynienia z cwaniaczkiem na tyle zdrowym, że umie żebrać, zarobić na czarno czyli jest samodzielny. Kiedy odchodzi ze schroniska wtedy ok. Ma prawo i obowiązek poukładać sobie życie. Tutaj trzeba zaznaczyć: nie zawsze ktoś kto u Nas we Wspólnocie się znajduje jest w pełni świadom swojego stanu zdrowia. Często staramy się o lepsze warunki opiekuńcze dla osób pokroju Pana X bo nie jesteśmy Panami Bogami i znamy kiedy możemy pomóc a kiedy jesteśmy niewystarczającym zakładem.

    • oj Marcin – popracuj trochę jako volontariusz – odróżnisz wtedy prawo do wolności od choroby

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.