zapraszam na nasze strony

Wspólnota Chleb Życia

Żyjemy z ludźmi ubogimi wokół Chrystusa w Eucharystii,starając się pomóc im wyjść na prostą.
Prowadzimy domy dla ludzi bezdomnych, fundusz stypendialny, przedszkole, świetlicę dla młodzieży na wsi.

przejdź

Skarby Prababuni

Prowadzimy przetwórnię i szwalnię dając pracę bezrobotnym kobietom na wsi w Świętokrzyskim. Pyszne, tradycyjne przetwory i oryginalna bielizna.


przejdź

Katolelementarz

W co wierzą katolicy, jak się modlą, rozważania, filmy, audio.






przejdź

Intencje modlitwy

Tutaj można wpisać prośby o modlitwę. Dwa razy w tygodniu odprawiana jest w tych intencjach msza  św.




przejdź

służba czyli rozmyślania o służbach i usługach

służba czyli rozmyślania o służbach i usługach
Choroby dopadają ekipę, co, niestety, nie  pozwala na utratę poczucia rzeczywistości przynajmniej w strefie tego, co powinno być służbą zdrowia, a dawno nie jest ani służbą ani zdrowia. Trzeba bowiem mieć końskie zdrowie, żeby przetrwać w jej objęciach. Albo kasę. Wtedy jest szybko i milutko.
Oczywiście, drodzy Medycy, są chlubne wyjątki i jeśli jesteście Czytelnikami tego bloga, to na pewno do nich należycie. Problem zresztą nie zawsze leży po stronie lekarzy, bo nie oni odpowiadają za fatalną organizację i niewydolność coraz skrzętniej budowanego systemu. I system daje terminy na operacje- za dwa lata. 
Do tych lekarzy, którzy są nimi, w istocie należy duża grupa naszych wolontariuszy, życzliwych i chętnych do pomocy specjalistów, w tym nowy nabytek- Pan Pediatra, który w naszym

Szybko, nie zawsze tanio i nie zawsze przyjemnie się kończy.

Szybko, nie zawsze tanio i nie zawsze przyjemnie się kończy.
Wczoraj byłam w Warszawie, bo prosił TVN, żeby wesprzeć słowem króciutki, aczkolwiek mocny reportaż o wspaniałym człowieku-ks.J.Kaczkowskim. Założył hospicjum, prowadzi hospicjum, sam obecnie doświadcza tego, co przeżywają jego Przyjaciele-ludzie chorzy terminalnie. Jest chory na raka. 
Jechaliśmy z Arturem i Jankiem. Hrabia Lu miał przy okazji wypad i comiesięczne zakupy, tym razem nie w naszym wiejskim sklepiku, gdzie tylko parę gazet, ale w prawdziwej księgarni. I jakimś cudem wybrał dwie, wcale nie najdroższe, książki. Szybciutko opuściliśmy lokal, żeby się nie rozmyślił. A po dwóch dniach odzyskał dzisiaj wieczorem swój komputer, a ja spokój. Nijak nie przyjmuje do wiadomości, że na coś trzeba poczekać, więc 48 godzin jęczał, że nie ma bajki. W samochodzie i w Warszawie, w nocy i dzień cały.